poniedziałek, 28 stycznia 2013

Zapoznanie z kulturą Amerykańską

Ponieważ blog miał być poświęcony temu co mnie interesuje i zachwyca, to będzie trochę o książce, którą ostatnio przeczytałam.
Książka "Wałkowanie Ameryki" pióra Marka Wałkuskiego, to świetna lektura dla osób interesujących się kulturą amerykańską i mogą traktować tą książkę, jako przewodnik.


"Ameryka w oczach (i uszach) polskiego korespondenta Polskiego Radia.(...) W charakterystyczny dla siebie dowcipny i przenikliwy sposób autor opowiada o życiu w Stanach Zjednoczonych i specyfikę tego wielkiego kraju, z jego ogromną powierzchnią, liczbą mieszkańców, różnorodnością kulturową, kontrastami społecznymi i wyznaniowymi, jakie Amerykanie stawiają przed przybyszami z Europy .
Zamiast łatwego krytykowania Stanów Zjednoczonych Marek Wałkuski stara się, aby odbiorca zrozumiał Amerykę. Pisze ciekawie, ale nie ogranicza się do samych ciekawostek. Przełamuje stereotypy na temat Amerykanów i ich kraju. Patrzy na USA z życzliwością i nie wierzy w ogłaszany przez wielu "mędrców" schyłek Ameryki."

Czytałam ją w dwóch turach, ponieważ w pewnym momencie byłam już nią zmęczona (chyba miałam dość wałkowania) i zrobiłam sobie od niej przerwę. Jednak po powrocie do lektury znów czytałam ją z zaciekawieniem.

Książkę się czyta bardzo dobrze, ponieważ jest napisana w przystępnym i prostym języku. Autor przedstawia wiele ciekawostek związanych z życiem w Ameryce - począwszy od tego jak wygląda nauka angielskiego w liceum dla dzieci imigrantów, poprzez wyjaśnienie jak postrzegana jest religia w stanach, silne przywiązanie do muzyki country, a także zdradza jak wygląda sprawa wykroczeń drogowych na amerykańskich drogach.

Ja jestem pod wrażeniem ile ciekawych rzeczy dowiedziałam się po tej lekturze. Wiem, dlaczego przezwisko "loser" jest największą obelgą dla amerykanów, wiem dlaczego tak lubią strzelać i dla nich naturalnym prawem jest aby móc posiadać własną broń, a także wiem, skąd nadal popularne są kina samochodowe.

Amerykanie myślą trochę inaczej, są też przyzwyczajeni to innych rzeczy czy zachowań niż my w Europie. Ta książka poszerza wiedzę na temat tego wielkiego kraju i polecam ją każdemu kto się interesuje tą kulturą Amerykańską. Książkę bez problemu można czytać w dowolnej chwili, a także wracać do wybranych rozdział, ponieważ tytuły rozdziałów i pod rozdziałów, ułatwiają poruszanie się po książce.
Polecam wszystkim których interesuje Ameryka (USA).

Anime jednak nie takie złe



Film który ostatnio obejrzałam, miał swoją premierę już pewien czas temu (ale nie aż tak dawno temu ;). A mowa jest o filmie animowanym (anime) "Ruchomy zamek Hauru", z 2004 roku, wyprodukowany w kraju kwitnącej wiśni.
Tak naprawdę, to obejrzałam ten film dopiero teraz, ponieważ zawsze podchodziłam z dystansem do filmów japońskich. Zdaję sobie sprawę, że filmy te mają swoją grupę docelową w europie. Ja jednak nigdy jakoś nie zaliczałam się do tego nurtu. Nie kręci mnie anime, kucyki, czy inne chińskie czy japońskie narysowane postacie (nie wiem dokładnie skąd pochodzą - generalnie kraje azjatyckie).
Tak się jednak złożyło, że ostatnio miałam oglądać ze znajomymi film i pozwoliłam im wybrać co chcą oglądać. Na początek proponowali aby obejrzeć "Ruchomy zamek" z napisami (nie wiem czy angielskimi czy polskimi), ale ostatecznie zostało przy dubbingu polskim!! Jeśli chodzi o dubbing polski to generalnie uznaję go tylko w bajkach... a to akurat była bajka... Byłam jednak bardzo zdziwiona, ponieważ wcale ten polski dubbing nie był zły. Ponieważ polski dubbing jest zawsze tak konstruowany aby nie tłumaczył jedynie treści dialogów, ale też umiejętnie wkręcał dowcipy. I tak Jarosław Boberek sprawił, że bardzo polubiłam ten film i "nie czułam, że jest japoński".


Jeśli chodzi o samą fabułę "Ruchomy zamek Hauru" to jest to dość magiczna i fantastyczna bajka. Młoda dziewczyna (Sofie) zakochuje się w przystojnym magiku (Hauru), który imponuje jej swoimi sztuczkami już przy pierwszym poznaniu. Jeszcze tego same dnia na dziewczynę zostaje rzucony urok przez okropną wiedźmę z pustkowia. Dziewczyna zostaje zaklęta i staje się starą babcią. Chce uciec daleko od domu aby nie miała problemów, jednak po drodze spotyka zaczarowanego stracha na wróble. Okazuje się że strach chce się zaprzyjaźnić i podziękować za to, że babcia wyciągnęła go z krzaków. Babcia prosi więc go o to aby znalazł dla nich schronienie w górach. Babcia myślała, że w ten sposób pozbyła skaczącego kijka z kukłą, ale ten, jedynie znalazł im schronienie - ruchomy zamek Hauru, w którym mieszka ów przystojny Hauru.


Babcia (Sofie) nie może nikomu powiedzieć, że jest zaklęta. Postanawia więc zostać w zamku i pomóc w utrzymaniu domu. Sprząta i gotuje. W tym czasie Hauru walczy ze złymi mocami i broni zamku przed złymi czarami. Okazuje się, że na Hauru też ciąży zaklęcie. Nie ma serca. Nie potrafi kochać. 
Sofi zakochała się w Hauru już po pierwszym spotkaniu, ale do tego, co czuje przyznaje się dopiero dużo później, chcą pomóc magikowi wrócić do panowania nad sobą i swoimi emocjami związanymi ze zmianą koloru włosów (wiem jak komicznie to brzmi XD). 

Do filmu została skomponowana przepiękna oryginalna muzyka, która dopełnia cały obraz i dodaje orientalnego klimatu. Kolega z którym oglądałam film, wręcz zachwycał muzykę, jako jedną z jego ulubionych.

Generalnie muszę powiedzieć, że jestem mile zaskoczona filmem, ponieważ nie był nudny - a nawet zabawny, zwłaszcza z polskim dubbingiem. Żarty sytuacyjne zawsze mogę każdego rozbroić ;) albo testy w stylu "po co żyć, skoro nie mogę być pięknym", które padły z ust owego przystojnego czarodzieja, po tym jak zmienił mu się kolor włosów - zupełnie jak typowa rozhisteryzowana nastolatka.


Po takim miłym zaskoczeniu, zamierzam jeszcze obejrzeć kolejną propozycję tego reżysera (Hayao Miyazaki), czyli "Sprited Away: W Krainie Bogów", a który otrzymał Oscara w kategorii pełnometrażowy film animowany w 2003 roku, który ponoć jest równie dobry co "Zamek Hauru".


środa, 23 stycznia 2013

"Niemożliwe" - a jednak....

Jestem pod ogromnym wrażeniem filmu "Niemożliwe" ( The Impossible - reż. Juan Antonio Bayona, prod. Hiszpania). Po kolei mogę wymieniać przymiotniki: wspaniały, poruszający, urzekający, wzruszający, niesamowity, zjawiskowy, prawdziwy.

Jest to historią pewnej rodziny która zdecydowała się spędzić święta Bożego Narodzenia w Tajlandii. 24 grudnia 2004 miało tam miejsce silne tsunami, które strawiło wiele osób i przyniosło milionowe straty.
Henry (Ewan McGregor) i Maria (Naomi Watts) wraz z trójką synów, spędzają popołudnie przy hotelowym basenie, gdy miejsce ma pierwsza fala tsunami. Rodzina w wyniku powodzi zostaje rozdzielona. Każde z nich ma jednak trochę szczęścia. Maria i syn Lucas zostają znalezieni przez tubylców i przewiezieni do szpitala, gdzie mają są nimi zająć lekarze. Henry wysyła swoich dwóch synów w góry, gdzie będą bezpieczni, a sam decyduje się szukać żony i trzeciego syna.

Historia kończy się happy endem, ale droga do końca nie jest łatwa. Jest tu dużo emocji i ludzkiego cierpienia, które łapie za serce. Ja przeżywałam niemal cały film (tym bardziej, że jest to prawdziwa historia) i wszystkie momenty - od początku do końca. Film jest bardzo realistyczny pod względem samej katastrofy, ale także pod względem charakteryzacji samych aktorów. Do tego stopnia, że gdy przychodzi wielka fala, wbija ona w fotel, a każde uderzenie o jakiś przedmiot pod wodą, wywoływał u mnie taki sam ból jak u Marii.

Karierę Ewana McGregora śledzę już od dłuższego czasu i staram się oglądać na bieżąco produkcje z jego udziałem. Moją uwagę jednak zwróciły najbardziej dzieci. Trójka chłopców musi szybko wydorośleć w związku z zaistniałą sytuacją. Ale za to ich gra aktorska... jest wspaniała!!! Chłopaki świetnie operują mimiką i widać na ich buziach każdą emocję, strach, przejęcie - niesamowite!! Naomi Watts jest nominowana do Oscarów za tę rolę. Na pewno gra przekonująco, zwłaszcza rozpacz, bezsilność, ból. Witać to w niej cały ciałem, nawet w oczach...

A co w nim niemożliwego... Na pewno to, że jednak happy endy w prawdziwym życiu też się zdarzają. Dzięki temu i właśnie takim świadectwom, chętniej i częściej zastanawiamy się nad takimi wartościami jak człowiek czy rodzina. Film niesie też przesłanie o tym aby sobie pomagać - ktoś teraz potrzebuje pomocy, a kiedyś możesz sam jej potrzebować, nawet jeśli miałaby to być ostatnia rzecz jaką zrobisz.

Zastanawia mnie jeszcze jak to jest z tą produkcją Hiszpańską. No bo jest to film definitywnie w stylu amerykańskim, ale na zdecydowanie wysokim poziomie. Do tego z angielskimi (brytyjskimi) aktorami. Więc powinna to być raczej międzynarodowa produkcja, bo z Hiszpanią, to jest chyba tylko związany reżyser :P A może chodziło po prostu o to, aby tą historię poznała jak największa liczna osób? Jeśli tak, to na pewno udało się to osiągnąć reżyserowi.

Jednym słowem, film na pewno do polecenia. Przejmujący, urzekający i wzruszający. Dziewczyny, pamiętajcie o chusteczkach ;)

poniedziałek, 21 stycznia 2013

W oczekiwaniu na Oscary...

Co roku z niecierpliwością czekam na kolejne Oscary. Czekając na nie, zawsze staram się obejrzeć wszystkie nominowane filmy. Niestety nie do końca polska dystrybucje nam w tym pomaga, bo często zdarza się, że niektóre filmy nominowane czy nagradzane za wielką wodą, u nas swoje premiery mają nieco później.

Filmy które są brane pod uwagę podczas przyznawania Oscarów, są już raczej większości znane. A odliczanie do 24 lutego już odlicza niemal każdy.

Ja chciałabym poświęcić chwilę piosenką nominowanym do Oscarów

1. Ted - "Everybody Needs A Best Friend",  wyk. Norah Jones



2. Ścigając arktyczny lód - "Before My Time", wyk. Scarlett Johansson i Joshua Bell



3. Życie Pi - "Pi's Lullaby", wyk. Bombay Jayashri



4. Skyfall - "Skyfall", wyk. Adele



5. Les Miserables. Nędznicy - "Suddenly", wyk. Hugh Jackman

Niestety nie znalazłam odpowiedniego nagrania z samą piosenką.....


Tak więc po zestawieniu nominowanych piosenek, a także mają świadomość jaka piosenka została nagrodzona podczas Złotych Globów, to zastanawiam się, czy jest jeszcze nad czym się tu zastanawiać ;)

Tak tylko dla przypomnienia, piosenki nominowane do Złotych Globów:
1. Skyfall - "Skyfall", wyk. Adele (wygrana)
2. Les Miserables. Nędznicy - "Suddenly", wyk. Hugh Jackman
3. Igrzyska Śmierci - "Safe and Sound", wyk. Taylor Swift i The Civil Wars
4. Stand up Guys - "Not Running Anymore", wyk. Jon Bon Jovi
5. Akt odwagi - "For You", wyk. Keith Urban 

Muzyka zawsze jest jednym z ważniejszych elementów filmu, ponieważ to ona wyzwala w nas emocje, pozwala nam lepiej odebrać dane sceny czy momenty. Ja przywiązuję dość sporą uwagę do muzyki i często sięgam po soundtracki z filmów i słucham tych piosenek na codzień, ponieważ są naprawdę interesujące, ale przede wszystkim wspaniałe. Słuchając Adele, nawet teraz przechodzą mnie ciarki. Wspaniałą muzykę stworzono do "Atlas Chmur", a po ostatnich filmach słucham teraz spokojnej muzyki do "Liberal Arts". Ale np jedną z moich ulubionych piosenek, którą nadal lubię słuchać to "Suddenly I see", którą podpatrzyłam w filmie "Diabeł ubiera się u Prady" .




niedziela, 20 stycznia 2013

Poradnik Pozytywnego myślenia - to nie jest kolejny poradnik dla idiotów




"Poradnik pozytywnego myślenia" (Silver Linings Playbook) na pewno poradnik nie jest. Nie jest również komedią romantyczną. Jest to natomiast historia ludzi, którzy stracili w życiu ukochane osoby i mają problem  z powrotem do "normalności".

Pat (Bradley Cooper), po tym jak przyłapał swoją żonę na zdradzie, trafił do szpitala psychiatrycznego, ponieważ nie radził sobie z panowaniem nad sobą i swoimi emocjami. Nie jest mu łatwo. Mimo zdrady żony, bardzo ją kocha i pragnie stać się lepszy - panować nad sobą, lepiej wyglądać, zadbać o siebie - aby znów mogli być razem.

Tffany (Jennifer Lawrance) jest młodą wdową, która straciła męża w wypadku. Jest trochę pokręcona, zdarzają jej się wybuchy złości (scena kiedy wybucha w restauracji, jest dla mnie świetna!!), ale przede wszystkim próbuje wrócić do siebie, po stracie ukochanego. Etapem powrotu do normalności, ma być wzięcie udziału w zawodach tanecznych.

Obydwoje mają ciężkie przeżycia za sobą. Los jednak splata ich historie i pozwala razem przejść przez trudny okres, podczas ćwiczenia tańca.
Nie jest to prosta historia miłosna. Jest w niej dużo bólu i cierpienia. Nic nie jest łatwe, a zwłaszcza miłość. Również mierzenia się z odrzuceniem i tym, że w życiu nie zawsze są szczęśliwe zakończenia, jest bardzo trudne, zwłaszcza dla Pata. Nie godzi się ona na to, że książki okłamują nas, że wszystko kończy się happy endem, bo przecież tak nie jest.
Mimo że historia, jest dość przewidywalna i kibicujemy głównym bohaterom, to mamy jednak szansę zobaczenia, że nie wszystko dzieje się od razu.

Tak naprawdę spodziewałam się czegoś więcej po tym filmie. Czuję niedosyt. Oczywiście gry aktorskie są zachwycające - emocje są niemal namacalne, realistyczne, a nie sztuczne. Złość, frustracja, gniew - to emocje które wypływają z ekranu. Muzyka również świetnie dopełnia cały film .Ale nadal mam niedosyt po od tak dawna wyczekiwanym filmie...



Poradnik Pozytywnego myślenia jest nominowany do Oscara w 8 kategoriach, w tym za najlepszy film, role pierwszo i drugo planowe dla aktora i aktorki (czyli niemal cała obsada), a także za reżyserię dla Davida O.Russella. Uwielbiam Bradleya Coopera i bardzo mu kibicuję, ale nie do końca rozumiem za co jest on nominowany? Oczywiście świetnie poradził sobie z wybuchami agresji, ale czuję że może jeszcze więcej.

Jeśli moje recenzja (a raczej subiektywne odczucia odnośnie filmu) są dla was nie wystarczające, to podaję gdzie można jeszcze szukać innych recenzji:
 - na filmwebie 
- na blogu kurtula

sobota, 19 stycznia 2013

Liberal Arts - "wszystko będzie OK :)"



Do oglądania "Liberal Arts" zabrałam się ze względu na Josha Radnora, który sam napisał scenariusz, wyreżyserował film  i gra główną postać, czyli Jessiego - trzydziestoparolatka, który uwielbia książki.

Jessie podczas wizyty u jednego z ulubionych nauczycieli z collegu, poznaje Zibbi (Elizabeth Olsen). Młoda dziewczyna, studentka dramatu, która "zaraża" Jessiego muzyką klasyczną. Ze względu na to, że dzieli ich spora odległość, piszą do siebie listy, dzieląc się wrażeniami ze słuchania muzyki i tym jaki ona wywiera wpływ na codzienne odbierania świata. Ich przyjaźń rozkwita, ale problemem staje się różnica wieku. Zibbi jest dojrzała jak na swoje 19, ale Jessie nie czuje się w porządku aby zbliżyć się do młodszej od niego o 16 lat dziewczyny.

Wątek miłosny jest w filmie najważniejszy, ale warto zwrócić również uwagę na wątki poboczne.
Nauczyciel Jessiego właśnie przechodzi na emeryturę, z czym ciężko mu się pogodzić. Wyznaje że mimo swojego wieku, nadal czuje się młodo.

"Nobody feels like an adult. That's the world's dirty secret"

Kolejnym ciekawym wątkiem jest dla mnie młody pisarz. Chłopak miał kiedyś problemy z psychiką i  nie chce do tego wracać. Ma ulubioną książkę, która jest dla niego bardzo ważna - science fiction. Jessie, po tym jak go poznaje, zachęca go, aby nie trzymał się jednej książki, ale otworzył się na świat.

"Some day's are all right, like gift, some days are sucked, but all that is ok."

Jessie dalej nadzieję, wiarę w to, że każdemu czasem jest źle. Mimo że chcielibyśmy umrzeć młodo, a nie dożywać starości, co jest jakoś niemodne, to wcale tak nie powinniśmy myśleć. Powinniśmy właśnie myśleć, że chcemy umrzeć staro!!!
Mi raczej ciężko jest myśleć o tym, że mogę umrzeć staro. Nie widzę siebie jako star, ale to może dlatego, że żyję teraz młodością i powinnam z niej czerpać jak najwięcej ;)

Zack Efron miał również swój udział w tym filmie. Grał trochę zwariowanego, obłąkanego gościa (w pozytywnym sensie), który tak naprawdę daje wiarę. To on przekonuje, że wszystko będzie ok. Nieważne co się będzie działo, na pewno się wszystko ułoży. To jest takie optymistyczne... ale to dzięki takim ludziom, mamy ochotę iść dalej. Oni wierzą że będzie dobrze, więc może i my powinniśmy tak myśleć.


Film uważam, że jest znacznie lepszy od wcześniejszego dzieła Josha, czyli "HappyThankYouMorePlease". Oprócz wyczekiwania na jego kolejne projekty, nadal na pewno będę oglądać go w roli Teda w "Jak poznałem waszą matkę". 
Kiedyś przeczytałam, że Josh nawet odwiedził Polskę (chyba Kraków), gdzie promował swój film - i to chyba właśnie ten film :)

PS. Jestem bardzo z siebie dumna, bo film obejrzałam w całości po angielsku i wszystko zrozumiałam :D

czwartek, 10 stycznia 2013

Życie Pi - dla mnie to coś więcej niż film

"Życie Pi" miałam okazję obejrzeć podczas pokazu przedpremierowego.
Idąc do kina niewiele o nim wiedziałam. Pytając znajomych, większość słyszała o tytule, ale nie wiedziała o czym jest film. Widziałam plakat i zwiastun, przeczytałam krótki opis i nadal nie wiedziałam w co się pakuję.
Zastanawiałam się o co chodzi, bo przeczytałam że nawet Obamie bardzo się spodobał film :P
Oczywiście spotkało mnie duże zaskoczenie!!!! I to pozytywne!!!!

Film został na filmwebie opisany jako dramat przygodowy.
Dramatem w tym filmie jest to, że pisarz nie może znaleźć weny, nie umie stworzyć wystarczająco ciekawej opowieści (a także to, że główny bohater traci całą rodzinę). Przygodą jest niemal cały film. Tak jak początkowo wydawało mi się niemożliwe aby zestawić ze sobą tygrysa, łódkę i chłopa, tak teraz wiem, że to jest możliwe.

Nie będę mówić za wiele o filmie, ponieważ ma swoją premierę dopiero jutro, a nie chcę wam psuć niespodzianki :)

Powiem na pewno jednak, że nie jest to tylko film o niczym. Po wyjściu z kina zaczęłam myśleć nie tylko o czym był film, ale również zaczęłam myśleć o wiele prawdach życiowych i o tym jak bym się sama zachowała w przedstawionej sytuacji. Film skłania do myślenia i to moim zdaniem jest najwspanialsze. Nie czuję się ogłupiona tym co zobaczyłam. Czuję się że powinnam szukać odpowiedzi.


Efekty specjalne - owszem są i wcale nie przeszkadzają (nawet w 3D). To własnie one tworzą całe tło historii i przenoszą w świat fantazji. Świat jest niby rzeczywisty, ale momenty pokazana na filmie powodują, że czujemy się jak w dalekiej krainie.

Film powstał na podstawie książki o tym samym tytule. Jak się okazuje jest ona dość znana wśród miłośników książek i polecana. Jeśli byłam zachwycona filmem, to na pewno sięgnę po książkę :)

Może i trochę słodzę, ale jestem pod wielkim wrażeniem, tym bardziej że się tego nie spodziewałam.


PS1. "Życie Pi" zostało nominowane w 11 kategoriach!!! Drugi film pod względem liczby nominacji, w tym za najlepszy film i najlepszego reżysera. Tym bardziej uważam godny polecenia, zwłaszcza dla kinomaniaka ;)

PS2: Efekt z "podświetloną" wodą morską jest możliwy i nie musiał być koniecznie sztuczny. Jest to niezwykłe zjawisko przyrodnicze. Tutaj jest przykład z falą morską.


PS3: Spodobał mi się ten plakat :D