
Tak naprawdę, to obejrzałam ten film dopiero teraz, ponieważ zawsze podchodziłam z dystansem do filmów japońskich. Zdaję sobie sprawę, że filmy te mają swoją grupę docelową w europie. Ja jednak nigdy jakoś nie zaliczałam się do tego nurtu. Nie kręci mnie anime, kucyki, czy inne chińskie czy japońskie narysowane postacie (nie wiem dokładnie skąd pochodzą - generalnie kraje azjatyckie).
Tak się jednak złożyło, że ostatnio miałam oglądać ze znajomymi film i pozwoliłam im wybrać co chcą oglądać. Na początek proponowali aby obejrzeć "Ruchomy zamek" z napisami (nie wiem czy angielskimi czy polskimi), ale ostatecznie zostało przy dubbingu polskim!! Jeśli chodzi o dubbing polski to generalnie uznaję go tylko w bajkach... a to akurat była bajka... Byłam jednak bardzo zdziwiona, ponieważ wcale ten polski dubbing nie był zły. Ponieważ polski dubbing jest zawsze tak konstruowany aby nie tłumaczył jedynie treści dialogów, ale też umiejętnie wkręcał dowcipy. I tak Jarosław Boberek sprawił, że bardzo polubiłam ten film i "nie czułam, że jest japoński".
Babcia (Sofie) nie może nikomu powiedzieć, że jest zaklęta. Postanawia więc zostać w zamku i pomóc w utrzymaniu domu. Sprząta i gotuje. W tym czasie Hauru walczy ze złymi mocami i broni zamku przed złymi czarami. Okazuje się, że na Hauru też ciąży zaklęcie. Nie ma serca. Nie potrafi kochać.
Sofi zakochała się w Hauru już po pierwszym spotkaniu, ale do tego, co czuje przyznaje się dopiero dużo później, chcą pomóc magikowi wrócić do panowania nad sobą i swoimi emocjami związanymi ze zmianą koloru włosów (wiem jak komicznie to brzmi XD).
Do filmu została skomponowana przepiękna oryginalna muzyka, która dopełnia cały obraz i dodaje orientalnego klimatu. Kolega z którym oglądałam film, wręcz zachwycał muzykę, jako jedną z jego ulubionych.
Generalnie muszę powiedzieć, że jestem mile zaskoczona filmem, ponieważ nie był nudny - a nawet zabawny, zwłaszcza z polskim dubbingiem. Żarty sytuacyjne zawsze mogę każdego rozbroić ;) albo testy w stylu "po co żyć, skoro nie mogę być pięknym", które padły z ust owego przystojnego czarodzieja, po tym jak zmienił mu się kolor włosów - zupełnie jak typowa rozhisteryzowana nastolatka.
Też bardzo późno zapoznałem się z anime i jakoś zawsze miałem do niego sceptyczny stosunek (nie licząc Dragon Balla, ale to było 100 lat temu). "Ruchomy zamek Hauru" obejrzałem jako któryś z kolei film pana Miyazakiego i akurat ten mi nie podszedł. Zdecydowanie bardziej złapał mnie za serce "Grobowiec świetlików" - http://filmowy.blox.pl/2009/08/Grobowiec-swietlikow.html "Spirited Away" również uważam za czołówkę anime i te dwa filmy to w tej chwili chyba mój top.
OdpowiedzUsuńPo zapoznaniu się z "Ruchomy...", zdecydowanie chcę spróbować innych propozycji anime, zwłaszcza "Spirited Away", które przecież zgarniało swego czasu nagrody, w tym oscara.
Usuń